SIOSTRY SŁUŻEBNICZKI NIEPOKALANEGO POCZĘCIA
NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
Portal Duszpasterstwa Powołań Prowincji Najświętszego Serca Pana Jezusa

NASZ OJCIEC ZAŁOŻYCIEL

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

ojciec zalozyciel


Tak często słyszymy słowo miłość. Tak bardzo Twoje serce i moje spragnione jest miłości, bo tak stworzył nas Bóg. Tylko miłość posiada moc twórczą, moc życia i budowania.

Ale co to jest miłość? Tak wiele słyszymy co dzień odpowiedzi, które nie zawsze są prawdziwe. Nikt tak do końca nie zna definicji miłości. Nie zamkną jej słowa,bo są zbyt małe. Możemy jednak, niestety zbyt często, zobaczyć, co się dzieje, gdy zabraknie miłości. Przeczytajmy fragment książki "Zraniony Pasterz":

"Chciałbym Cię wszędzie zaprowadzić:
do szpitali psychiatrycznych - większość chorych to po prostu ci,
którzy nie są kochani.
Uleczyć ich może tylko miłość.
A lokale, gdzie uprawia się miłość bez miłości...
A szkoły, gdzie nie wiadomo już po co żyć...
A ogromne więzienia, gdzie można by odkryć prawdziwą miłość...
A poprawczaki, gdzie młodzi pogrążają się w samotności...
A fabryki, gdzie człowiek jest tylko numerem...
A kraje, gdzie bogate ubóstwo zmienia się w nędzę taką,
w której liczy się tylko pieniądz...
Wszyscy czekają na miłość...wszyscy jej potrzebują...".

Na takie dramatyczne wołanie o miłość potrafią odpowiedzieć tylko ci, którzy mają oczy szeroko otwarte, gorące serca i gotowi są dać wszystko, bo tak już jest w miłości, że albo dajemy wszystko, albo właściwie nic. Na szczęście są wśród nas tacy, byli i będą, którzy to rozumieją, którzy czują to całym sercem i, pomimo słabych swoich sił, chcą służyć miłości.

Oto jednym z takich właśnie ludzi był błogosławiony Edmund Bojanowski - założyciel Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia NMP. Choć żył wiele lat temu, to przecież świat był wtedy tak samo spragniony miłości jak dzisiaj. Nędza moralna i materialna, pogubione owce Chrystusowe, wielka potrzeba ich szukania i sprowadzenia na dobrą drogę - on to widział. Widział życie takie, jakie było naprawdę i nie przeszedł obok tego obojętnie.

Urodził się 14 listopada 1814 roku w Grabonogu k.Gostynia w woj. wielkopolskim. Pochodził z rodziny ziemiańskiej o bogatych tradycjach patriotycznych. Z powodu słabego zdrowia uczył się w domu, rozwijając swoje zdolności, zwłaszcza humanistyczne. Już jako chłopiec dostrzegał nędzę polskiego ludu i chciał jej zaradzić. Miał łatwość nawiązywania kontaktów z prostymi ludźmi, poznał ich życie, spotykał się z nimi, uczył czytać i pisać.

"On jeden z całej familii, na miłosierne cele umiał przeznaczyć pieniądze" - powiedziała jedna z ciotek, chwaląc Edmunda za to, że nie traci pieniędzy na zabawy i niepotrzebne wydatki.

W wieku 18 lat wyjechał młody Edmund na studia do Wrocławia. W tym czasie umarli jego rodzice, a on, za namową przyjaciół, wyjechał do Berlina, aby kontynuować studia filozoficzne. W Berlinie zapadł poważnie na gruźlicę płuc. Przerwał studia i rozpoczął kurację, po której już nie wrócił do Berlina, lecz do swojego rodzinnego Grabonoga. Jego stan zdrowia nie pozwalał na kontynuację studiów. Wszystkie plany i nadzieje "legły w gruzach"... W sytuacji, która dla wielu ludzi staje się przyczyną załamania - Edmund odnalazł swoje powołanie zlecone mu przez Boga. Oddał się na służbę Jemu i bliźnim.

Mówił: "Nędzy trzeba samemu dotknąć. Nie wystarczy umieć pisać czy udzielać rad. Trzeba po prostu ofiarować samego siebie tym, którzy nas potrzebują".

W Dzienniku napisał: "Rano zesłał mi Bóg ubogiego podróżnego chłopaczka, widać bardzo nieszczęśliwego. Dałem mu spodnie, kamizelkę i 1 złp., bo jego dola tułania się wśród takiej zamieci do żywego mnie przejęła" (13 XI 1854).

Mając serce szlachetne i czułe, ukochał lud polski, pragnąc mu oddać wszystko, czym dysponował, by dźwignąć go z nędzy moralnej i materialnej w jakiej się znajdował. Sprostania temu zadaniu uczył się podczas długich godzin rozważań i modlitewnej rozmowy z Bogiem. Miłość Boga, wiara i modlitwa były najważniejszymi wartościami życia Edmunda. Po nich następowały inne: umiłowanie dobra, pomoc każdemu potrzebującemu i ofiarne życie aż do całkowitego wyniszczenia siebie. Swoim pełnym wiary wzrokiem bł. Edmund przenikał to, co trzeba było czynić. Dostrzegł wielkie sprawy, które winny się przyczynić do odrodzenia całego społeczeństwa. Swoją dobrocią i miłością objął zwłaszcza tych najsłabszych i bezbronnych wobec zła, to znaczy dzieci. Dostrzegał je tak, jak niegdyś Chrystus, który, mimo, że Apostołowie mówili: szkoda czasu, bo dziecko i tak niewiele rozumie, przygarniał je do siebie i postawił za wzór.

Edmund Bojanowski dostrzegał nieszczęśliwe dzieci, a było ich wtedy bardzo wiele. Były to sieroty po ojcach, którzy dla Ojczyzny oddali życie w Powstaniu Listopadowym, sieroty po matkach zmarłych na zakaźne choroby, dzieci opuszczone, biedne, zaniedbane. Widział w nich skarb Jezusa - Dobrego Pasterza i wielki skarb oraz przyszłość Ojczyzny.

Pewnej nocy miał sen: oto przechadza się ze swoim przyjacielem, ks. Siwickim, po polach i nagle z opuszczonych domów wyłania się tłum dzieci we łzach. Weź je - mówi jego dawny nauczyciel - one są twoje. Dlaczego moje? - pyta zdziwiony Bojanowski i nagle obudził się. Odpowiedź daje sobie sam, już nie we śnie, ale na jawie: One mnie potrzebują, idą mi na spotkanie.

Zrodziła się w nim wola zajęcia się zaniedbanymi dziećmi i zapewnienia im, obok chleba, także religijnego wychowania. Dostrzegł także polskie dziewczęta. Widział je tułające sie od domu do domu na służbę, również biedne, zagubione w okrutnym świecie. Zauważył, że jest w nich niezwykła siła miłości, energia, którą można poświęcić dla chwały Bożej i pożytku człowieka. Pragnął wykorzystać zdolności tych dziewcząt i stworzyć tzw. Ochronki, w których owe dziewczęta zajmowałyby się wychowaniem porzuconych sierot.

Opieka nad dziećmi i pomoc dziewczętom - te dwie idee oparł tylko na Bogu i Jego Opatrzności oraz na pracy dziewczęcych rąk.

"Powiedz mi pan, gdzie znajdziesz dziewczyny, które na twoje przystaną warunki? Toż to rezygnacja z życia światowego, wyrzeczenie się wszelkich uciech..." - mówiono do niego z lekkim uśmieszkiem.

- Gdzie znajdę, pytasz pan? - powtórzył Edmund w zamyśleniu; - spośród samego ludu je wezmę, zajmować się dziećmi nauczę i do pracy przysposobię.
- Czy nie za dużo żądasz pan od ludzi? To ochroniarka miałaby cudze dzieci pilnować, uczyć je jeszcze pracować?

ojciec zalozyciel

Przez chwilę milczał, po czym wyszeptał: - Dużo, lecz dla Boga nie za wiele. Bóg wszystkim wedle swej woli pokieruje. I pokierował. 3 maja 1850 roku odbyła się uroczystość otwarcia pierwszej ochronki w Podrzeczu, którą uważa się za początek Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia NMP.


Przy tworzeniu tego dzieła spotykało Edmunda niezrozumienie ze strony tych, którzy uważali, że człowiek świecki nie powinien zajmować się takimi sprawami. Byli i tacy, którzy próbowali niszczyć to dzieło, namawiając kandydatki do powrotu do domu, a Bojanowskiego określając jako kłamcę i oszusta. Sam Błogosławiony, gdy spotykały go kłopoty z prowadzeniem dzieła, kierował swoją myśl i modlitwę do Boga, prosząc Go, by zawsze umiał zgadzać się z Jego wolą.

Gdyby był księdzem, to z pewnością, podczas zakładania zgromadzenia, ominęły by go te trudności. A tymczasem świecki człowiek przenikał Ewangelię głębiej niż niejeden kapłan. To właśnie z Ewangelii, z godzin spędzonych na modlitwie w zimnym kościele, mimo pogłębiającej się choroby płuc, czerpał miłość, którą niósł w codzienne życie.

Jego ogromne i głębokie pragnienie zostania kapłanem, z powodu poważnej choroby płuc, nigdy się nie spełniło. Nie dane mu było odprawić ani jednej Mszy św. dla swoich sióstr, o czym marzył przez lata. Po rocznym pobycie w seminarium gnieźnieńskim, opuszcza te mury. Wówczas metropolita gnieźnieńsko-poznański, kard. Mieczysław Ledóchowski powiedział, że: Pan Bóg chce Edmunda Bojanowskiego w stanie świeckim uświęcić.

Każde życie ma sens, trzeba go tylko w porę odgadnąć.

ojciec zalozyciel

On odgadł i wykonał tak, jak Bóg chciał. Zostawił po sobie dzieło - Zgromadzenie Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP., które niesie imię Boga na cały niemal świat. Przez 158 lat służby Bogu i ludziom, Siostry wychowały, wypielęgnowały, odszukały na bezdrożach życia i otarły łzy wielu dzieciom, tym, które są najbardziej bezbronne.

Choć lata płyną, o miłość, którą nasz Ojciec Założyciel zapisał siostrom w testamencie, wciąż wołają ludzie, spragnieni jej bardziej niż chleba i wody.

To właśnie taka miłość każe siostrze nakarmić chorego, który w hospicjum oczekuje swojego spotkania z Bogiem.

To miłość każe pochylić się w domu nad drżąca staruszką i odgarnąć z jej czoła spocone włosy. To miłość sprawia, że siostra przytula do siebie dziecko, bo rodzice w domu nie mają na to czasu. Ta miłość rozmawia z ludźmi młodymi, którzy zagubili sens swojego życia. To ona doda cierpliwości, aby kolejny raz wysłuchać staruszka, który mówi: wszystko zrobiłem, aby mieli dobrze, aby byli szczęśliwi, a teraz nie ma dla mnie miejsca. Siostra go wysłucha, bo ten staruszek wierzy, że ona go kocha, jakby była jego córką. To dla miłości Boga i człowieka siostra katechetka uczy religii w szkole czy w przedszkolu, choć czasem to dziecko odpłaca się jej złością czy nawet przezwiskami.

To z miłości pojedzie siostra do Brazylii, Włoch, Szwecji, Kazachstanu czy na Białoruś. Nie robi tego dla pieniędzy ani w celach turystycznych, bo często będzie tam na nią czekać bieda, a nawet głód...

Dlaczego to robi?... Bo takiej miłości uczył siostry Edmund Bojanowski i dlatego każda z sióstr uważa go za kogoś, kto jest jej bliski i nazywa go swoim Ojcem. Choć nigdy nie zetknęliśmy się z nim bezpośrednio - on żyje wśród nas, jest z nami swoją dobrocią, zawierzeniem Bogu i oddaniem Maryi.

Za życie pełne ufności w Bożą Opatrzność - Ojciec Święty Jan Paweł II dnia 13 czerwca 1999 roku wyniósł Edmunda Bojanowskiego do chwały błogosławionych. Od tego momentu, w sposób szczególny, bł. Edmund jest dla polskiego ludu wzorem, przykładem do naśladowania i orędownikiem we wszystkich potrzebach. I dziś prośmy Boga, za wstawiennictwem bł. Edmunda, aby pomagał nam realizować swoje własne powołanie, to, które On sam nam wyznaczył. Jeżeli dasz się poprowadzić - pójdziemy razem przez świetlisty krzyż w kierunku Wschodzącego Słońca. Po długiej wędrówce dojdziemy któregoś dnia tam, bo przecież Jezus jest Tym, który daje życie.

ojciec zalozyciel

SIOSTRY SŁUŻEBNICZKI NP NMP, ul.WILANOWSKA 26 05-510 KONSTANCIN-JEZIORNA, tel.022 756 44 36